Lubuskie Wiadomości » Zielona Góra » Dramat rodziny zielonogórzanina w Anglii. Albert zmarł nagle

Stała się tragedia. Zielonogórzanin Albert zmarł nagle w Anglii. Zrozpaczona rodzina potrzebuje pomocy

3 lutego, 2021

Stała się tragedia. Zielonogórzanin Albert zmarł nagle w Anglii. Zrozpaczona rodzina potrzebuje pomocy

Albert Żurański, absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego przez wiele lat pracował w Lumelu. Jakiś czas temu z żona Kasią i dziećmi Ola i Patrykiem wyjechali do Anglii. Na stałe osiedlili się w Rugby. Niestety, 31 stycznia, Albert zmarł zostawiając zrozpaczoną rodzinę. Żona i dzieci potrzebują pieniędzy na przewiezienie ciała do Zielonej Góry.

Albert Żurański przez lata mieszkał na os. Pomorskim. Tam chodził do podstawówki, potem do szkoły na ul. Wrocławskiej. Skończył Uniwersytet Zielonogórski i przez lata pracował w Lumelu. Zapalony fan żużlowców Falubazu, który nie opuszczał meczów. Z żoną Kasią mieli dwoje dzieci, Olę i Patryka.

Jakiś czas temu podjęli decyzję o wyjeździe do Anglii. 37-latek z rodzina na stale osiedlili się w Rugby. Tam tez znaleźli dom, na który wzięli kredyt. Nic nie zapowiadało tragedii.

Albert od jakiegoś czasu źle się czuł. Stale bolały go plecy na wysokości lędźwi. Kiedy poszedł do lekarza usłyszał druzgocącą diagnozę, nowotwór.

LINK DO ZBIÓRKI

Niestety, 31 stycznia, Albert nagle zmarł. Lekarze podejrzewają, że Albert dostał potężnego do zwału. Świat Kasi runął. Została sama bez pieniędzy na przewiezienie ciała męża do domu w Zielonej Górze. Została z dziećmi z wielkim kredytem na dom. – Alberta, który był cudownym i radosnym człowiekiem. Dla nas wszystkich jest to ogromny ból oraz szok, tak nagłe odejście przyjaciela. Każdy, kto miał przyjemność poznać Alberta, wie dokładnie jakim dobrym był człowiekiem – mówi nam Ania, przyjaciółka rodziny.

Ania utworzyła zbiórkę, która mogłaby choć na chwilę zapewnić stabilizację finansową żonie oraz dzieci. – Naszym celem jest odciążenie Jej choć trochę od zmartwień finansowych, dlatego z całego serca prosimy o wsparcie dowolną kwotą, bo chociaż tyle możemy zrobić dla Alberta – mówi Ania.

Polecane